Blogi

Szkicowniki

sketchbooks

Od niedawna, pośród innych sfer swojej działalności, zaczęłam sortować swoje szkicowniki. Jest to część większego zadania, które ma usprawnić mi pracę. Mam bardzo chaotyczny sposób prowadzenia notatek. Trochę opuściłam się w tym odkąd nie jestem już w koledżu. Nie mam teraz żadnych przeglądów, do których muszę być gotowa, więc trochę się w tym względzie zaniedbałam. Jednak dobrze jest móc odczytać swoje własne pismo odręczne. Zazwyczaj wklejam rozmaite wycinki, by zachować pamięć o swoim procesie myślowym, albo robię szybkie szkice. Tworzenie skomplikowanych rysunków, kiedy wystarczy kilka linii, jest zbytkiem. Może powrócę trochę do rysowania jak już posortuję te wszystkie strony. Ciekawe jest przeglądanie ich, odrzucanie kiepskich pomysłów i rozwijanie tych lepszych. Jaki będzie mój nowy projekt?

Elastyczność

body

Ciągle próbuję w jakiś sposób udoskonalać moje lalki. Chciałam poprawić ich mobilność jeszcze bardziej. Dlatego właśnie opracowałam dla nich trzyczęściowe torso i dodatkowe przeguby w górnej części uda.

torso

Trzyczęściowy tułów pozwala na zwiększoną elastyczność postawy i ułatwia uzyskanie naturalnego wygięcia pleców, że nawet nie wspomnę o ruchu bioder! Sprawiał mi jednak trudności przy wypalaniu, ze względu na swój kształt oraz rozmiary moich lalek. Obecna próba ma najlepszą szansę funkcjonować poprawnie i jeśli się nie powiedzie, to dam za wygraną. Nie mogę się już doczekać wypalania, by zobaczyć efekty! Wczoraj właśnie odlałam te części po raz pierwszy. Życzcie mi powodzenia :)

Drugim nowym dodatkiem jest przegub udowy. Stanowi jedyny sposób, by lalka o konstrukcji kulkowej mogła przysunąć kolana do klatki piersiowej. Chciałam, by Moth Dolls miały tę możliwość w razie potrzeby. Nie każda lalka musi mieć aż tyle przegubów, by działać sprawnie i dawać radość, ale niektóre z moich pomysłów będą tego wymagać w realizacji. Ukończone lalki z nowymi częściami będą miały aż do 19 zgięć i 22 elementów (przy użyciu wszystkich opcji). Jestem tym bardzo przejęta! Pozowanie lalki o takich możliwościach ruchu będzie świetną zabawą.

joints

thighs

Wczesne inspiracje ;)

book1

W trakcie mojej niedawnej wizyty w Polsce, odkryłam na nowo pewne rzeczy, które kształtowały moją przeszłość. Książki zawsze były dla mnie ważne. Odkąd nauczyłam się, jaką przyjemność stanowi czytanie, rzadko można mnie było zobaczyć bez jakiejś powieści. Nigdy jednak nie wyrosłam z książek z obrazkami - albumy o historii sztuki, książki dla dzieci etc są wciąż moim źródłem radości i inspiracji.

book2

book3

Te dwie, o których chcę tu wspomnieć, to ulubieniec i klasyk - „Pinokio”, pięknie ilustrowany przez Jana Marcina Szancera, i odrobinę mniej popularny poza granicami kraju „Plastusiowy pamiętnik”. Ich wspólnym motywem jest główna postać nie ludzka, ale jednak żywa. Pinokio jest drewnianym pajacem, Plastuś - figurką ulepioną z plasteliny (stąd przecież pochodzi jego imię). Byłam zagorzałą fanką obu jako dziecko i do dziś ich lubię. Obaj bohaterowie mają liczne przygody i odkrywają świat. Nawet w dzieciństwie byłam sceptycznie nastawiona do istnienia jakichkolwiek nadprzyrodzonych mocy czy stworzeń - nie wierzyłam we wróżki (sorry, Dzwoneczku!), jednorożce, elfy etc. Trochę chciałam wierzyć, bo fascynowała mnie taka miniaturowa egzystencja. Czytałam Calineczkę i Tomcia Palucha, bawiąc się maleńkim plastikowym krasnoludkiem, udając, że jest on jedną z tych postaci... Te dwie książki przeniosły mnie z powrotem do źródła oczarowania w mojej wyobraźni. Nie muszę chyba dodawać, że wszelkiego rodzaju historie o sztucznych formach życia (roboty i androidy, Edward Nożycoręki i wielu innych) pozostają dla mnie istotne. Nawet jeśli wiem, że nie staną się one rzeczywistością :)

book4

book5

book6

Czy Wy też macie w tej kategorii swoich faworytów?

Z powrotem w Bolesławcu

town square

Ostatni tydzień spędziłam w Polsce, w moim rodzinnym mieście Bolesławcu. Nie byłam tam już przez dłuższy czas. Trzeba było odwiedzić rodzinkę, zobaczyć się ze starymi przyjaciółmi i zanurzyć na trochę w specyficznej, niewiarygodnej rzeczywistości tego zakątka mojego wszechświata. Jako polska emigrantka żyjąca w Irlandii przez lwią część dekady, mam - jak wielu innych emigrantów - mieszane uczucia jadąc z powrotem do domu. Na swój sposób w domu jestem tutaj, w domu i mieście, w którym mieszkam na codzień. Część mnie jednak należy, i pewnie zawsze będzie, do miejsca, w którym dorastałam. Nawet jeśli to miejsce tak do końca już nie istnieje. Fascynuje mnie powrót i odkrywanie, jak bardzo wszystko się zmieniło od mojej ostatniej wizyty. To, co pamiętam i to, co widzę, to dwie zupełnie różne rzeczy. Powoli, z mijającym czasem, granice moich wspomnień też się zacierają, zanieczysczone późniejszymi wydarzeniami.

Czasem nostalgia łapie mnie na myśl o pewnych aspektach mojego szczęśliwego dzieciństwa. Wciąż szukam w życiu tamtego komfortu i bezpieczeństwa. Kiedy jestem z dala od świata, w którym spędziłam pierwsze lata mojego życia, widzę wyraźniej, przez kontrast, rzeczy, których mi z niego brakuje. Uświadamiam sobie również, jak ogromnie istotne te rzeczy są dla mojej całej filozofii jako artysty i jako człowieka. Moje ulubione zapachy, kolory, tematy prawie wszystkie pochodzą z tego wczesnego okresu. Lubiłam chowanie się w dwupiętrowym budynku gospodarczym i odkrywałam przedmioty skazane nie na wyrzucenie, ale na oczekiwanie w przechowalni jakiejś niesprecyzowanej przyszłości. Wszystko było trudne do zdobycia, więc ludzie byli przezorni. Nigdy nie było wiadomo, co może się jeszcze przydać, a zatem niczego się nie wyrzucało. Stąd biorą się moje kolekcjonerskie zapędy/skłonności do gromadzenia; bardzo się staram utrzymywać je pod kontrolą. Tamten budynek został częściowo rozebrany, zniszczony jak wiele innych rzeczy, do których się przywiązałam. Wiem, że nie wszystko da się zachować. Nie boję się zmian. Rozumiem ich potrzebę i ją popieram. Mimo to odczuwam trochę smutku, że ten magiczny wszechświat jest nieodwracalnie stracony.

ceramic painting

town hall bookshop

Moje miasteczko znane jest z ceramiki. Glina jest wydobywana lokalnie i dla mnie zawsze była pod ręką. Podobnie, sztuka uznawana była za wartą uwagi pasję czy zawód. Dobrze jest widzieć Bolesławiec rozwijający się w centrum sztuki ceramicznej, nie tylko wyrobu funkcjonalnych naczyń (do których, nawiasem mówiąc, mam wielką słabość). Miasto i region są ogólnie fantastycznie przebogate, jeżeli chodzi o historię, tradycję, piękne krajobrazy, naturalne i stworzone przez człowieka obiekty, że nawet nie wspomnę o rozmaitych smakołykach! Ludzie są również przeważnie mili, przyjaźni i pomocni. Nie romantyzuję! Wiem, że nie mogę być w pełni obiektywna, ale proszę mi wierzyć, to takie świetne miejsce na wypoczynek! Miałabym w Bolesławcu udane wakacje nawet będąc tam pierwszy raz.

Oczywiście, spotykałam się z osobami, których nie widziałam od bardzo dawna. Było o czym rozmawiać. Właściwie spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi było najważniejszym powodem wizyty. Spełniły sie moje oczekiwania. Pogawędek z bliskimi nad kawą i ciastem (albo miejscowym nie pasteryzowanym piwem) nie da się niczym przebić, nic nie jest ważniejsze ani ciekawsze.

Był to czas słońca, lenistwa i zwiedzania, wizyt na zamkach i innych atrakcjach turystycznych okolic, często pięknie odrestaurowanych. Miałam też okazję zastanowić się nad własną tożsamością. Powrót do domu pozwala mi zrozumieć kim jestem; ulega to ciągłej zmianie, jak wszystko dookoła.

Książ castle

interiors

To była dobra podróż. Intensywna, nawet bywało, że prawie do przesady, ale cieszę się, że pojechałam na trochę do domu. Dobrze mi to zrobiło. A teraz wracam już do studia :)

Leela

Leela1

Dotrzymuję obietnicy - mam nowe zdjęcia najnowszej lalki. Leela jest śliczną dziewczyną. Nie jestem pewna, czy te fotki pokazują ją tak dobrze, jak wygląda w rzeczywistości.

Tak czy siak, zrobiłam je korzystając z mojego nowo skontruowanego „studia” bezcieniowego (light-box). Jest to w zasadzie pudełka dużych wymiarów, zrobione z drewna i pomalowane na biało. Muszę sobie sprawić odpowiednie do niego światła. Zwykłe lampki biurowe nie są w stanie spełnićna dłuższą metę moich wymogów, ale tym razem musiałam się nimi posłyżyć.

Jestem pełna inspiracji na ubiory dla Leeli. Następnym razem, kiedy będziecie ją oglądać, powinna być już ubrana. Lubię jednak zrobić swoim lalkom także trochę zdjęć bez kostiumu. Mogą w ten sposób zaprezentować się w bardziej naturalny sposób - bez ozdób, prosto, szczerze. Ich charakter przebija wtedy mocniej.

Leela2

Leela3

Leela4

A zatem, skoro już ujrzeliście ją w stanie bardziej prezentacyjnym niż ostatnio, dajcie znać, jak Wam się podoba lalka o imieniu Leela :)

Leela5

Nowa lalka - no, prawie...

Leela wip

Udanego Dnia Kobiet! By uczcić dzisiejszą okazję, miałam nadzieję zaprezentować jedną z moich nowych twarzyczek, Leelę. Bindi na jej czole zdradza poniekąd źródło inspiracji dla tej dziewczyny - piękno kobiet z subkontynentu indyjskiego. Jej imię pochodzi z sanskrytu i oznacza osobę o usposobieniu skłonnym do zabaw. Myślę, że jej spojrzenie zawiera bogatą, intensywną naturę jej charakteru. Wygląda, jakby umknęła z jednej z baśni 1001 Nocy ;)

Leela wig

Leela nie jest jeszcze całkiem gotowa. Już pomalowana i częściowo złożona, ma nawet perukę (wykonaną z włókna alpaki i wymagającą jeszcze uczesania). Brakuje jej tylko ubioru. Leela miała być skończona dzisiaj, ale natknęłam się na drobne trudności (nic, czego by nie można było pokonać przy odrobinie usprawnienia), więc będzie musiała poczekać do jutra. Więcej zdjęć wkrótce.

Blanks

blank1

Wczoraj pobawiłam się trochę gotowymi do malowania „blankami”. Powierzchnia wypalonego biskwitu porcelanowego jest tak gładka i przyjemna w dotyku! Zostawiając jednak na boku związane z tym odczucia, układane przeze mnie w rozmaitych konfiguracjach dłonie dały mi trochę do myślenia. Tyle jest związanych z nimi przysłów i powiedzeń, mają taką siłę wyrazu i wartość symboliczną, że nie wspomnę o ich estetyce. A zatem składam im drobny hołd dla tych cennych, niewiarygodnych arcydzieł inżynierii, jakimi obdarzyła nas natura. Nie jestem pewna, czy naprawdę zrobiłabym z nich biżuterię, ale dla celu fotografii możemy udawać, że są prawdziwymi naszyjnikami, a nie tylko maleńkimi porcelanowymi dłońmi nawleczonymi na kawałek srebrnego drucika ;)

blank2

blank3

blank4

blank5

blank6

Ubierać albo nie ubierać?

jeszcze nie sukienka

Odkąd zaczęłam tworzyć lalki, miałam dylemat: powinnam je ubrać, czy nie? Tyle trudu włożyłam w udoskonalanie ich kształtów. Szkoda je zakrywać, ale trochę koronki czy kokardka tu i ówdzie może zdziałać cuda przy stylizacji ich małych ciałek i twarzy. Nigdy nie ciągnęło mnie za bardzo do szycia. Jest to jednak część mojego obecnego zajęcia, więc postanowiłam sobie zacząć naprawdę niedługo. Odkładałam już to od miesięcy, bo inne rzeczy bardziej mnie pochłaniały.

Nie nadążam zbyt skrupulatnie za modą. Właściwie każdy, kto mnie zna, wie jakie mam praktyczne podejście do odzieży. Zazwyczaj nie dbam za bardzo o swój wygląd, o ile mi ciepło i wygodnie. Proszę mnie źle nie zrozumieć, modę kocham za piękno i inspirację, jakie oferuje w tym zagmatwanym i nie zawsze cudownym świecie. Po prostu nie mam potrzeby, by inwestować energię w swój ubiór. Jeśli komu to odpowiada, to świetnie, ale ja sama nie mam do tego zapału. Natomiast jeśli chodzi o lalki, zawsze bardziej pociągały mnie od ich strojów ciała, sposób działania, konstrukcja. Wiem, jak bardzo można zmienić lalkę przy pomocy ubrania. Kostium ma potencjał przemiany nagiej postaci w postać główną. Nadaje jej narracji, tła, historii. Oczywiście, można to też w niektórych przypadkach uzyskać bez ubioru. Nagie ciało może tak wiele wyrazić, może też być poddane transformacji bez użycia udrapowanej tkaniny. Ale w niektórych przypadkach ubiór jest integralną i istotną częścią projektu. Jest tak na przykład z postaciami z baśni. Proszę sobie wyobrazić swoich ulubionych protagonistów. U wielu z nich wygląd zewnętrzny jest odbiciem treści bajki - od sukien balowych i koron księżniczek, po bardziej zwyczajne dziewczyny z ich bucikami, pelerynami i przepaskami na włosy. A to tylko żenskie postaci. Mam plany związane z tworzeniem lalek na podstawie rozmaitych mniej lub bardziej popularnych opowieści, które zdecydowanie będą wymagały kostiumów, przynajmniej częściowych. Nie każda z moich lalek będzie potrzebować pełnej garderoby, ale na pewno popracuję trochę w dziedzinie tekstyliów. Muszę tylko zacząć...

tekstylia

Moth Doll - znaczenie nazwy

Moths

Jak może wiecie, używam przydomka Moth Doll do różnych celów i przy rozmaitych okazjach. Powodem tego jest fakt, iż chciałam dać swoim lalkom jakąś nazwę, „markę”. Ta chyba się już przyjęła, sama zaczęłam nazywać główną linię moich lalek Moth Dolls, czy też Moths, jak czasem pieszczotliwie w skrócie je nazywam. Logo, którym się posługuję (połączenie lalki i ćmy), jest próbą stworzenia wizualnej reprezentacji, łatwo rozpoznawalnego znaku, który będzie kojarzony z moimi lalkami.

Ćmy (ang. moth - ćma) oczarowywały i fascynowały nas od zaraznia czasów. Ja sama mam do nich dość szczególny stosunek. Ćmy są piękne, inspirujące i mogą też być trochę niesamowite, jako że ich nocny czas aktywności przysparza im tajemniczej aury. Chciałam, by moje lalki odzwierciedlały te cechy. Romantyczne, eteryczne, delikatne, ale i zmysłowe, z ciemniejszymi tonami - jest w nich coś nostalgicznego, a nawet melancholijnego, przynajmniej dla mnie. Nawet fragmentaryczna natura lalki z przegubami przypomina segmenty w ciele owada. Co najistotniejsze, symbolika ćmy, przechodzącej metamorfozę w cyklu życiowym, pasuję doskonale do moich lalek. Nie tylko odzwierciedla złożony, wielostopniowy proces ich powstawania, ale też ukazuje moją intencję stworzenia form zdolnych do transformacji. Chcę robić lalki unikalne, z poczuciem indywidualności, mimo użycia skończonej ilości form odlewniczych. Myślę, że liczba możliwych wariantów jest nieskończona. Co równie ważne, ta sama lalka zaprezentowana na rozmaite sposoby może nabierać nowych cech - tak wiele zależy od światła, pozycji, otaczającego środowiska i przede wszystkim odbioru widza.

Mając to wszystko na uwadze, ogłaszam linię lalek Moth Doll oficjalnie rozpoczętą. Będę kontynuować jej budowanie i rozwój w przyszłości. Nawet jeśli czasem odbiję w boczną ścieżkę sztuki/lalkarstwa, uznaję Moths za mój główny cel i rodzaj pracy. Mam wielkie plany dla tych dziewcząt (i kiedyś może też chłopców!) i bardzo się cieszę na ich ewolucję.

Odlewanie, wypalanie

dwie glowy

Krótki wpis dla tych wszystkich, którzy zastanawiają się, co teraz porabiam w pracowni. Zdjęcia zrobione były wczoraj przy odlewaniu i dzisiaj rano.

przed odlewaniem

odlane elementy odlane glowy

Mam przed sobą godziny czyszczenia wypalonej na miękko porcelany i niespecjalnie mi do tego spieszno. Mimo to tym razem nie powinno być tak najgorzej, jako iż mam już opracowany cały system. Trzymam pod ręką masę ręczników i zmieniam je, kiedy nasiąkną od rozchlapywanej przeze mnie dookoła wody. Nie czyściłam porcelany przez jakiś czas, więc mam nadzieję, że jakoś to zniosę ;)

w wodzie

w piecu

Mój piec jest też nastawiony na wypalanie wcześniej odlanych i wysuszonych elementów. Jedna z półek jest w całości pokryta głowami! Niektóre z nich to nowe twarze, planuję je zaprezentować wkrótce. Zdjęcią ukażą się jak zwykle tutaj :)

Subskrybuje zawartość