Jak może wiecie, używam przydomka Moth Doll do różnych celów i przy rozmaitych okazjach. Powodem tego jest fakt, iż chciałam dać swoim lalkom jakąś nazwę, „markę”. Ta chyba się już przyjęła, sama zaczęłam nazywać główną linię moich lalek Moth Dolls, czy też Moths, jak czasem pieszczotliwie w skrócie je nazywam. Logo, którym się posługuję (połączenie lalki i ćmy), jest próbą stworzenia wizualnej reprezentacji, łatwo rozpoznawalnego znaku, który będzie kojarzony z moimi lalkami.
Ćmy (ang. moth - ćma) oczarowywały i fascynowały nas od zaraznia czasów. Ja sama mam do nich dość szczególny stosunek. Ćmy są piękne, inspirujące i mogą też być trochę niesamowite, jako że ich nocny czas aktywności przysparza im tajemniczej aury. Chciałam, by moje lalki odzwierciedlały te cechy. Romantyczne, eteryczne, delikatne, ale i zmysłowe, z ciemniejszymi tonami - jest w nich coś nostalgicznego, a nawet melancholijnego, przynajmniej dla mnie. Nawet fragmentaryczna natura lalki z przegubami przypomina segmenty w ciele owada. Co najistotniejsze, symbolika ćmy, przechodzącej metamorfozę w cyklu życiowym, pasuję doskonale do moich lalek. Nie tylko odzwierciedla złożony, wielostopniowy proces ich powstawania, ale też ukazuje moją intencję stworzenia form zdolnych do transformacji. Chcę robić lalki unikalne, z poczuciem indywidualności, mimo użycia skończonej ilości form odlewniczych. Myślę, że liczba możliwych wariantów jest nieskończona. Co równie ważne, ta sama lalka zaprezentowana na rozmaite sposoby może nabierać nowych cech - tak wiele zależy od światła, pozycji, otaczającego środowiska i przede wszystkim odbioru widza.
Mając to wszystko na uwadze, ogłaszam linię lalek Moth Doll oficjalnie rozpoczętą. Będę kontynuować jej budowanie i rozwój w przyszłości. Nawet jeśli czasem odbiję w boczną ścieżkę sztuki/lalkarstwa, uznaję Moths za mój główny cel i rodzaj pracy. Mam wielkie plany dla tych dziewcząt (i kiedyś może też chłopców!) i bardzo się cieszę na ich ewolucję.
Krótki wpis dla tych wszystkich, którzy zastanawiają się, co teraz porabiam w pracowni. Zdjęcia zrobione były wczoraj przy odlewaniu i dzisiaj rano.
Mam przed sobą godziny czyszczenia wypalonej na miękko porcelany i niespecjalnie mi do tego spieszno. Mimo to tym razem nie powinno być tak najgorzej, jako iż mam już opracowany cały system. Trzymam pod ręką masę ręczników i zmieniam je, kiedy nasiąkną od rozchlapywanej przeze mnie dookoła wody. Nie czyściłam porcelany przez jakiś czas, więc mam nadzieję, że jakoś to zniosę ;)
Mój piec jest też nastawiony na wypalanie wcześniej odlanych i wysuszonych elementów. Jedna z półek jest w całości pokryta głowami! Niektóre z nich to nowe twarze, planuję je zaprezentować wkrótce. Zdjęcią ukażą się jak zwykle tutaj :)
Miałam długą przerwę zimową... Trochę potrwało, zanim powróciłam po niej do mojego normalnego rytmu. Potem jednak nic już nie było mnie w stanie powstrzymać ;)
Ta mała laleczka po prostu musiała powstać. Nigdy jeszcze nie pracowałam z taką inspiracją i inensywnością. Czułam energię i nacisk, z jakim Ivy nalegała na swoje istnienie. Chciała stać się prawdziwa, jak gdyby miała swój własny umysł. Od prostego rysunku na stronie mojego szkicownika, przez stronę planów, godziny rzeźbienia, doskonalenia, poprawek i wreszcie odlewania z przygotowanych wcześniej form, oto jest. Póki co, to tylko prototyp odlany w flumo, schnącym na powietrzu materiale, dla którego mam same pochwały. Polecam go serdecznie, zwłaszcza tym, którzy nie mają pieca ceramicznego, a chcieliby spróbować pracować z porcelaną. Flumo jest dużo łatwiejsze w obróbce, i nawet jeśli nie jest tak trwałe jak porcelana, to świetnie nadaje się na medium do ćwiczeń, jak również do profesjonalnego użytku.
Oczywiście, stworzenie Ivy nie oznacza, że zarzuciłam pracę nad moimi innymi lalkami. Bynajmniej, mam mnóstwo pomysłów związanych z pracą na tym polu, niektóre już zaczęłam realizować. Ivy była dla mnie jednak miła odmianą. Jej wygląd jest tak nietypowy w porównaniu do reszty. Ciekawie było odkryć nową ścieżkę mojej własnej kreatywności. Chciałam wypróbować model odrobinę bardziej stylizowany i na mniejszą skalę (1:6, jak wiele współczesnych „fashion dolls”), co wiąże się z jej bardziej kieszonkowym rozmiarem.
Jestem zdania, że praca nad tymi samymi kształtami na okrągło jest mniej spontaniczna i trochę monotonna. Nie chcę zamknąć się w jednym rodzaju lalek, a zamiast tego wolę pokierować mój styl w sposób pozwalający na okazjonalne wycieczki w nowe lalkowe realia. Zwłaszcza teraz, na początku mojej lalkowej przygody, chcę odkrywać różne opcje i zobaczyć, dokąd moja praca mnie zabierze.
Jestem bardzo ciekawa reakcji, jakie Ivy otrzyma. Proszę się nie krępować w dodawaniu komentarzy :)
Nie mogę uwierzyć, że znów jest koniec grudnia, nadszedł tak szybko... To był taki krótki rok! Wydaje się, że zaczął się zaledwie parę miesięcy temu, a jednak oto jestem, spoglądając na świąteczne drzewko w moim salonie. Jak zwykle, stanowi ono eklektyczną mieszaninę szklanych, plastikowych, drewnianych, papierowych, recznie wykonanych i innych dekoracji. Ta wszechstronna, „demokratyczna” choinka jest tradycją w naszej rodzinie. Lubię taki domowy styl. Niektóre ze zdobiących ją zabawek trzymam od lat. Mam swoich faworytów, wiele z nich ma dla mnie szczególne znaczenie i budzi wspomnienia...
Rok 2011 był dość niezwykły i na wiele sposobów cudowny, mimo pewnych frustracji. Krótko po przeprowadzce do nowego domu kupiłam piec ceramiczny. Założyłam studio i zaczęłam tworzyć lalki. Nareszcie odniosłam sukces w dziedzinie, do której przymierzałam się od dłuższego czasu. Po raz pierwszy udało mi się wykreować unikalne ruchome figury, z których byłam zadowolona. Pokonałam przy tym pewne trudności techniczne i moje własne niedociągnięcia. Muszę powiedzieć, że jestem dumna ze swoich dotychczasowych osiągnięć, ale daleko mi od nadmiernego komfortu czy zadowolenia. Moje lalki będą kontynuować swoją ewolucję. Mam tyle pomysłów, chcę wypróbować jeszcze wiele rzeczy. Coś mi mówi, że rok 2012 będzie wspaniałym rokiem na przygody w krainie lalek :)
Pragnę życzyć wszystkim wesołych, bezpiecznych, magicznych świąt Bożego Narodzenia i zimowych wakacji, niezależnie od wyznawanych czy nie wyznawanych wierzeń. Niech reszta roku będzie źródłem radości. Spotkamy się ponownie w styczniu!

Przez ostatnie parę tygodni pracowałam nad czymś, co na razie niech pozostanie sekretem. Powiem tylko, że byłam całkowicie tym pochłonięta, wręcz niezdolna oderwać się od pracy dopóki nie osiągnęłam ostatnich stadiów możliwych do wykonania w tym momencie. Teraz muszę zrobić sobie przerwę i pozwolić temu pooddychać. Bedę kontynuować ten projekt i opiszę go po ukończeniu. Jestem nim bardzo podekscytowana!

Oprócz tego, eksperymentowałam trochę z rozmaitymi drobiazgami. Między innymi wykonałam serię miseczek, które obejrzeć możecie na zdjęciach. Zrobiłam je z porcelany odzyskanej z odlewania, które zawsze produkuje trochę resztek.

Poddana recyklingowi glina lejna może być dodana do świeżej, ale chciałam użyć jej w trochę innym celu. Odlałam wodę z gliny po nasączeniu suchych okrawków. Do porcelany dodałam trochę papierowej pulpy i wysuszyłam ją na gipsowej płycie do konsystencji ciasta, które da się zagnieść. Innymi słowy, użyłam kawałków porcelany odciętych od części lalek po odlewaniu do utworzenia porcelany z papierem. Nie jest to świetny materiał rzeźbiarsko-modelarski, bo brak mu plastyczności i zbyt szybko schnie. Dodatek papieru sprawił jednak, że mogłam wygniatać z niego małe miseczki. Mają rozmiary od 1 do 4 cali średnicy (2.5 - 10 cm) i mogą być umieszczone jedna w drugiej. Jak dotąd, dobrze się przyjęły wśród rodziny i przyjaciół. Mogą być wykorzystane do serwowania produktów spożywczych, do dekoracji, jako świeczniki etc. No i oczywiście jako rekwizyty dla lalek! Zrobienie tych prostych miseczek było miłą odmianą od skomplikowanych i wymagających technik lalkarstwa. Być może zrobię ich więcej i zastanowię się nad sprzedażą. Teraz jednak czas wrócić do mojej codziennej rutyny

Kilka ostatnich dni było bardziej słonecznych i jaśniejszych i udało mi się zrobić Quince masę zdjęć. Jest świetną modelką, jak widać :)
Jej galeria znajduje się tutaj: http://www.niceartthings.com/drupal/index.php?q=pl/gallery&g2_itemId=1677
Oto Quince, właśnie ukończyłam pracę nad nią dziś rano. Jest egzemplarzem testowym nowej formy twarzy i pierwszą ciemnoskórą lalką mojego autorstwa. Chciałam włączyć rozmaite etniczności do swojej linii lalek. Każda ma unikalne cechy, a wszystkie zasługują na podziw. Quince ma w sobie ogromne ilości charakteru! Napiszę o niej więcej innym razem. Dzisiaj światło jest zbyt znikome na dobrej jakości zdjęcia (och, te okropne, wstrętne, deszczowe dni w listopadzie!). Quince naprawdę zasługuje na świetne fotki, które ukarzą w pełni jej urodę. A zatem na teraz wystarczyć muszą te szybkie ujęcia. Miłego odbioru :)
Oto lalka, którą dopiero co ukończyłam. Jest to dziewczę o podwójnych stawach, ze standardowymi cechami i bladą cerą. Jej twarz powstała z użyciem formy o imieniu Melissa, mojej drugiej i jak do tej pory ulubionej. Stworzyłam tę lalkę samodzielnie przez wszystkie stadia procesu, włącznie z oczami własnego wykonania i peruką z tybetańskiego moheru na magnes, który utrzymuje ją w miejscu (drugi magnes umieszczony jest w głowie lalki). Jak inne lalki mojego wykonania, jest zrobiona z porcelany i pomalowana permanentymi, wypalonymi w piecu ceramicznym farbami do biskwitu. Wewnątrz posiada system sprężyn ze stali nierdzewnej, a jej przeguby wyłożone są skórą. Pozuje i daje się fotografować z wielką gracją. Ma około 45cm wzrostu. Nie dałam jej imienia innego niż to formy, bo ta Melissa stworzona została na sprzedaż. Przyszły właściciel może nadać jej nową tożsamość. Jest dostępna od zaraz, kosztuje 1150€. Przesyłka bardzo bezpiecznym sposobem wliczona jest w cenę. Lalka wysłana zostanie w pięknym pudełku. Jako bonus dodam małą niespodziankę.
Zainteresowanych proszę o kontakt: kamila@niceartthings.com
Jak wcześniej wspomniałam, Celeste jest pierwszą lalką z nowym rozmiarem klatki piersiowej. Poniżej kilka zdjęć obu części, małej i bardzo małej. Chciałam upozować Celeste i Angel razem by pokazać różnice między nimi, ale łatwiej było po prostu użyć osobnych elementów. Robienie zdjęć przy okazji też było frajdą.
Celeste i Angel mają też inne stopy, odpowiednio: płaskie i wzniesione. Różnica jest dość subtelna, ale stopy Angel są ciut wygięte by wyglądała bardziej naturalnie w butach na obcasie.
Celeste ma także nowe zamknięcie głowy, mniejsze i bardziej dyskretne. Nie widać go wcale od frontu, nawet bez peruki. Nawiasem mówiąc, zmieniłam ją i teraz o wiele bardziej mi się podoba.
Zdałam sobie też sprawę, iż nie umieściłam tu nigdy porównania typów ciał: o pojedynczych i podwójnych przegubach. Oto fotka do referecji:
Tworzenie nowych części sprawia mi przyjemność. Niektóre z tych, które zaczęłam, są dość nietypowe...
Wszystko zostanie ujawnione w swoim czasie. Mam nadzieję, że będzie to miła niespodzianka :)
Celeste jest jak żadna inna dziewczyna. Ma bardzo silny charakter, może stanowić zagadkę. Wygląd ma trochę smutny i niebywale zdeterminowany.
Nigdy nie przepadałam za lalkami z wiecznym uśmiechem na twarzy. Jasne, mogą być słodkie i radosne, czasem rozświetlą dzień. Ale na dobrą sprawę, wydają mi się odrobinę nieszczere. Nikt nie uśmiecha sie non-stop, to nienaturalne. Stworzyłam Celeste z jej wyglądem jako model dość wszechstronny. Może być smutna, rozmarzona, ciut ponura... Zdecydowanie nie wygląda na specjalnie szczęśliwą. Jest pierwszą z nowych twarzy, które będę prezentować po ukończeniu.
Ta konkretna Celeste ma nową smuklejszą klatkę piersiową. (Więcej na ten temat innym razem.) Dałam jej też fryzurę z grzywką - to moja pierwsza próba tego typu. Nie wygląda może rewelacyjnie, ale gdzieś trzeba przecież zacząć, prawda?