To znaczy, mam na myśli wypalanie w wysokiej temperaturze.
Po czyszczeniu i przygotowaniu do wypalenia, części zostają ostrożnie umieszczone w piecu, w zasadzie tak samo jak przy pierwszym wypalaniu. Jedyna różnica to to, że temperatura tego wypału to ok. 1240 stopni C. Porcalana dojrzewa i staje się wodoodporna. Staje się twarda i w cieńszych miejscach lekko przejrzysta. Na tym etapie już w zasadzie nie da się jej w żaden sposób zmienić. Może też odkształcić się w piecu przy wypalaniu jeśli nie jest odpowiednio podparta. Każdy garncarz może potwierdzić, że glina ma pamięć. Porcelana jest szczególnie pamiętliwa. Wydaje się chcieć powrócić do kształtu, jaki nadano jej, kiedy była jeszcze mokra. Z odlanymi w niej częściami trzeba obchodzić się ostrożnie zanim wyschną. Porcelana to trudny i wymagający materiał, ale również bardzo piękny. Kto opanuje nad nią kontrolę, temu odpowie ona wdzięcznością za odpowiednie traktowanie.
Wyjmowanie z pieca doskonale białych części po wypale to jak mała uroczystość, radosna i satysfakcjonująca. Zawsze się obawiam, że w czasie wypału coś pójdzie nie tak, a nie dowiem się tego dopóki piec całkiem nie ostygnie. Dopiero wtedy można otworzyć drzwi.
Całość musi zostać jeszcze raz oczyszczona, by nadać powierzchni idealną gładkość. Nie jest to już tak okropnie czaso- i energochłonne jak czyszczenie na mokro (ani tak frustrujące).
Jeśli chodzi o meltdown, to jeszcze o tym napiszę.