Koszmar czyszczenia na mokro

namaczanie

Czyszczenie na mokro jest zdecydowanie najbardziej znienawidzoną przeze mnie częścią procesu. Zdecydowanie wyprzedza pracę z gipsem w tym względzie. Zazwyczaj nie mam nic przeciwko jak już wdrożę się w rytm pracy, ale czyszczenie na mokro bywa bardzo frustrujące i naprawdę nie należy do moich ulubionych czynności.

Wypalone na miękko porcealnowe części lalki są powoli zanurzane w wodzie i pozostawione do nasiąknięcia na kilka minut. Potem są skrobane i polerowane przy pomocy gąbek ściernych (o drobnych ziarnach) oraz czyszczone odpowiednimi pędzlami. Wszystko to jest bardzo bałaganiarskie, bo części muszą być cały czas mokre i dobrze opłukane. Prędzej czy później jestem pokryta wodą kapiącą na wszystko mimo iż mam na sobie nieprzemakalny fartuch. Bycie zmoczonym przez kilka godzin to żadna frajda. Mieszkając w deszczowej Irlandii powinnam być już do tego przyzwyczajona, ale jednak wolę tego unikać.

Dlatego właśnie postanowiłam wypróbować coś innego. Metoda czyszczenia na mokro jest polecana ze względów zdrowotnych (mniejsza szkodliwość wypalonych, cięższych cząsteczek gliny), ale przecież musi być jakiś inny sposób! Jestem zdeterminowana, by go znaleźć lub wynaleźć. Dam znać jak mi poszło, a w międzyczasie trzymajcie kciuki, podczas gdy ja zanurzam się z powrotem w świat do czyszczenia na mokro!